Blog o fotografii komunikacyjnej

Dla każdego fotografa

Szukanie własnych zdjęć w internecie

Znane powiedzenie mówi, że: „Co raz zostanie wrzucone do internetu już na zawsze tam pozostanie”.
Zapewne prawda nie jest aż tak okrutna, ale warto sprawdzić co dzieje się z naszą twórczością fotograficzną po umieszczeniu jej w internecie. Zdarza się, że zdjęcia naszego autorstwa znajdują się nie tylko na tej stronie, na której je wrzuciliśmy, ale zostały wrzucone także gdzie indziej, zazwyczaj przez jeden z opisanych niżej sposobów:

  • podlinkowanie – zostaje umieszczony link z obrazem, który odnosi się do miejsca, gdzie wrzuciliśmy obraz.

Szukanie_zdjec_1

  • udostępnienie z podpisem – zostaje umieszczony nasz obraz, ale z podpisem autora lub źródła (np. galerii internetowej)

Szukanie_zdjec_2

  • udostępnienie bez podpisu – jest to rozumiane jako kradzież zdjęcia

Szukanie_zdjec_3

Aby wyszperać nasze zdjęcie w internecie możemy oprócz wyszukiwania po tagach szukać na podstawie stosunkowo nowego narzędzia Google, a mianowicie wyszukiwarki na podstawie podobieństwa obrazu. Procedurę opiszę w kilku krokach:

1) W przeglądarce internetowej otwieramy 2 zakładki. Na jednej włączamy wyszukiwarkę Google i przełączamy ją w tryb „Grafika”. W drugiej zakładce otwieramy nasze zdjęcie np. w galerii internetowej.
Szukanie_zdjec_42) Przeciągamy zdjęcie bezpośrednio z galerii na drugą zakładkę, a następnie okolice paska wyszukiwania.

Szukanie_zdjec_53) Otrzymujemy listę wyników wyszukiwania

Szukanie_zdjec_6

Niestety  wyszukiwarka nie jest jeszcze idealna i nie zawsze znajduje wszystkie występowania obrazu w sieci, ale mam nadzieję, że w miarę jej rozwoju będzie coraz dokładniejsza.

Reklamy

GIFy

Jeśli chcielibyśmy wprawić nasze zdjęcia w ruch, a nie mamy sprzętu nagrywającego lub uważamy, że film jest zbyt łatwy lub zbyt popularny, to możemy zabawić się w tworzenie mini animacji poklatkowej najczęściej spotykanej pod formatem GIF.

Pierwsze co potrzebujemy to oczywiście pomysł i kadr. Ja za przykład wziąłem zapełnianie wagoniku przez ładowarkę na terenie cementowni ‚Odra’ w Opolu. Następnie musimy skonfigurować nasz aparat tak, aby był najszybszy, czyli ustawić format na JPG, a rozmiar zdjęcia na jak najmniejszy. Duże fotki i tak nam nie są potrzebne, bo GIF z nich miałby sporą objętość. Pozostaje nam teraz zrobić tyle ujęć ile jest potrzeba, aby ukazać dany ruch. Częstotliwość zdjęć powinna być jak największa. Zawsze ewentualnie możemy usunąć niechciane ujęcia jeśli naszym celem nie jest uzyskanie płynnego ruchu. Wiadomo, że kadry będą lekko przesunięte wobec siebie, ale według mnie jest to urok animacji poklatkowej i coś co odróżnia ją od filmu. Ja zrobiłem 30 ujęć.

Pozostaje nam teraz tylko postprocessing. Obróbka takich zdjęć to spory problem, bo wszystkie zdjęcia muszą być obrobione tak samo, ale czego się nie robi dla fajnego efektu. Jeśli chodzi o utworzenie samego GIFa to najprościej zrobić to w darmowym programie PhotoScape, o którym wspominałem w innym poście. Posiada on tryb AniGif, gdzie wrzucamy wszystkie zdjęcia składowe i możemy dowolnie modyfikować kolejność, czas i sposób przechodzenia, czy rozdzielczość obrazu. Należy pamiętać, że tutaj wielkość ma duże znaczenie. Mój GIF o rozdzielczości 616×338 zajmuje już prawie 4 MB. Oczywiście da się to obejść poprzez kompresję zdjęć składowych, czy konwersję ich na czarno-białe, ale jeśli chcemy pełnej jakości to trzeba się liczyć z małym rozmiarem. Poniżej zamieszczam GIF w rozdzielczości 128×70 zajmujący 201 KB oraz w rozdzielczości 360×198 zajmujący 1,32 MB.


RAW, czy JPEG

RAW oraz JPEG to 2 najpopularniejsze formaty zapisu zdjęć na karcie pamięci. O ile JPEG to format każdemu dobrze znany to o RAWach nie każdy jeszcze słyszał. Jest to format odpowiadający negatywowi w fotografii analogowej, więc zawiera dużo więcej informacji o obrazie. Aby tak zapisane zdjęcie można było skompresować do popularnego JPEG, należy je wywołać. I nie chodzi tu wcale o drukowanie obrazu, a o otworzenie RAWa w jednym z programów do tego przeznaczonych, ewentualna korekcja zdjęcia oraz zapisanie go do JPEG.

Niestety nie wszystkie cyfrowe aparaty fotograficzne zapisują zdjęcia w obu formatach. Zapis w RAWach zarezerwowany jest dla lepszych cyfrówek oraz lustrzanek. Mimo to można kupić już za kilkaset złotych aparat z tą opcją – np. Panasonic Lumix FZ28. Jednak także ci, którzy mają sprzęt obsługujący RAWy, w ogóle ich nie używają. Postaram się pokazać, że jednak warto.

Główną zaletą cyfrowych negatywów jest duża możliwość odzyskiwania szczegółów z ciemnych oraz jasnych partii zdjęcia. Miejsca na obrazie, które są zbyt jasne lub zbyt ciemne, przy obróbce JPEGa uległyby tylko nieznacznej poprawie i to przy pogorszeniu jakości. Natomiast na etapie wywoływania RAWa zdjęcie może ulec wielu modyfikacjom jasności bez utraty jakości.

Oczywiście modyfikacje te mają swoje granice i nie pomogą wiele w przypadku przepalonego fragmentu nieba np. przy zdjęciu pod Słońce.

Kolejną cechą RAWów jest możliwość regulowania i korygowania balansu bieli na etapie wywoływania. W JPEGach duże zabawy z kolorami także mogą doprowadzić do pogorszenia jakości obrazu.

Inna zaleta cyfrowych negatywów jest pośrednia. Otóż jeśli robiliśmy nasze zdjęcia w JPEGach, przychodzimy do domu, zrzucamy je na komputer, obejrzymy może raz i tyle. Jeśli zdjęcie musimy jeszcze wywołać to mimo, że na pierwszy rzut oka nie wymaga ono większych poprawek, dokonamy jego podstawowej obróbki jak np. wykadrowanie, wyostrzenie, prostowanie, czy odszumienie (nad którym w RAWach mamy większą kontrolę co przekłada się na lepsze efekty). Taką fotkę ogląda się potem po prostu przyjemniej.

Przedstawiłem format RAW tylko od pozytywnej strony, ale oczywiście posiada on także i wady. A dokładniej są to 2 wady. Pracochłonność i duża objętość pliku. Jeśli z jednego dnia przynosimy 150 zdjęć i po wyrzuceniu tych nieciekawych zostaje nam 100 to i tak jest to co najmniej kilka godzin pracy w programie do wywoływania. Jeśli robimy kilkaset ujęć tygodniowo to ciężko się z tym wyrobić. Dlatego ja zazwyczaj wywołuję tylko te zdjęcia, które są mi do czegoś potrzebne, które chcę wrzucić do sieci lub co do których mam pomysł na fajną obróbkę. Resztę po prostu przeglądam w RAWach. Jeśli chodzi o objętość pliku to jest ona kilkakrotnie większa niż w przypadku JGEGów. Przez to na karcie pamięci, czy dysku twardym zmieści się mniej fot. Można to jednak obejść kupując pojemniejsze karty oraz usuwając RAWy z dysku po ich wywołaniu.

Moje podsumowanie będzie podobne jak w przypadku wpisu o trybach PASM. To, który sposób zapisu zdjęć wybierzemy zależy od tego, czy bardziej zależy nam na czasie i wygodzie, czy na większej kontroli nad finalnym obrazem. Jeśli jednak zostaniemy przy JPEGach to radziłbym zmienić czasem format w sytuacjach trudnego oświetlenia. W większości aparatów „dwuformatowych” mamy do dyspozycji jeszcze hybrydę w postaci zapisu jednocześnie JPEGa i RAWa. Trzeba jednak liczyć się wtedy z zajmowaniem większej pojemności przez jedno ujęcie oraz z wolniejszymi seriami zdjęć.


Co nieco o trybach PASM

Większość początkujących fotografów używa w swoim aparacie trybu automatycznego. Pozwala to robić poprawnie naświetlone zdjęcia bez wiedzy na temat tzw. parametrów ekspozycji, czyli czasu naświetlania, przysłony oraz czułości ISO.  Używanie trybu automatycznego potrafi jednak wpędzić w fotografa w pułapki takie jak:

  • pojazd, który został uchwycony w trakcie ruchu, na zdjęciu jest poruszony i niewyraźny
  • cały kadr jest poruszony
  • automatycznie dobrana czułość była za wysoka i zdjęcie jest zaszumione
  • pomiar światła skupił się na niebie przez co obiekt, który nas interesuje, jest niepoprawnie naświetlony

W sieci znaleźć można wiele opisów na temat tego, czym są parametry ekspozycji i jakie są między nimi zależności. Ja jednak postaram się nie wdawać w szczegóły i omówić temat na tle fotografowania pojazdów.

Kontrolę nad parametrami ekspozycji dają nam 4 tryby (tzw. PASM), które posiada każda lustrzanka, większość „małpek” oraz część zwykłych cyfrówek. Te tryby to:

  • P – tryb półautomatyczny, gdzie sami ustalamy ISO, a pozostałe 2 parametry dobierane są automatycznie
  • A – priorytet przysłony, gdzie ustalamy przysłonę i ISO, a czas naświetlania dobiera się automatycznie
  • S – priorytet migawki, gdzie ustala się czas naświetlania i ISO,  a przysłona dobierana jest automatycznie
  • M – tryb manualny, gdzie wszystkie parametry ustalamy sami

W dobrych warunkach oświetleniowych tryb półautomatyczny wystarczy, aby zdjęcie było poprawnie naświetlone, a dodatkowo nie zaskoczy nas błysk flesza ani duża ilość szumu. Priorytet przysłony dotyczy głębi ostrości i właściwie przy fotografii komunikacji jest niepotrzebny. Co innego priorytet migawki. To właśnie od czasu naświetlania zależy, czy pojazd lub całe zdjęcie nie będzie poruszone. Jeśli nie jesteśmy podparci, aparat nie jest zamocowany do statywu ani nie posiada stabilizacji obrazu to czas naświetlania dający nieporuszony obraz to czas krótszy od przedziału ok. 1/40 sekundy  dla szerokich kątów (krótkich ogniskowych) do ok. 1/400 sekundy dla małych kątów (długich ogniskowych). Jeśli używamy średniej ogniskowej (np. 80 mm dla lustrzanki APS-C) to najdłuższy czas naświetlania będzie zawierał się w tym zakresie i dla tej ogniskowej wynosił ok. 1/100 sekundy. Oczywiście krótsze czasy naświetlania takie jak 1/400, czy 1/600 sekundy upewnią nas w otrzymaniu nieporuszonego obrazu i jeśli pozwalają na to warunki świetlne to lepiej ich używać. Jednak nie można też przesadzić, aby zdjęcie nie było zbyt ciemne lub dobrana przysłona zbyt niska (np. f/3.5). Co z poruszonymi na zdjęciu pojazdami? Tutaj nie ma żelaznych reguł. Wszystko zależy od oświetlenia, prędkości pojazdu, odległości od niego oraz kierunku ruchu. Najniekorzystniejszy układ jest wtedy kiedy stoimy blisko, a pojazd porusza się w kierunku prostopadłym do osi zdjęcia (czyli po prostu jest do nas ustawiony bokiem). Jeśli pojazd dodatkowo porusza się szybko to potrzebny czas naświetlania  do zamrożenia jego ruchu może wynosić nawet 1/1000 sekundy.  Na zdjęciach widać jak zmiana czasu naświetlania na ponad dwukrotnie mniejszy pozwoliła uniknąć poruszenia Mercedesa. Dodatkowo widać inną zależność, a mianowicie większą trudność w trafieniu w wyświetlacz przy krótszych czasach naświetlania. Najlepiej zrobić wtedy kilka ujęć dla pewności. Właściwie to zawsze lepiej zrobić kilka ujęć dla pewności 🙂 To na szczęście jest darmowe.

Czas naświetlania 1/160 s

Czas naświetlania 1/400 s

 

 

 

 

 

 

Wszystkie 3 opisane wyżej tryby mają pewną wadę. Co najmniej jeden parametr ekspozycji zależy od pomiaru światłomierza. W dobrych warunkach oświetleniowych (np. gdy mamy Słońce za plecami) światłomierz działa zazwyczaj w porządku. Ale w trudniejszych warunkach może zawieść. Jaka jest na to rada? Wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć używać trybu manualnego. Pełna kontrola nad parametrami zrzuca odpowiedzialność za dobrze naświetlone zdjęcie tylko i wyłącznie na nas. Jak już pisałem, o zależnościach  między parametrami można znaleźć wiele informacji, więc nie będę się o tym rozpisywał, a jedynie dorzucę link do poradnika. Dorzucam także link do 2 symulatorów, gdzie możemy oglądać efekty kombinacji parametrów. Raz dwa. Ale oczywiście symulatory nie zastąpią obycia z prawdziwym aparatem i trzeba wykonać setki zdjęć zanim dobrze wyczuje się parametry oraz będzie się je ustawiać z głowy dla danych warunków oświetleniowych. A za nim tak się stanie? Ustawiamy parametry, robimy zdjęcie, wyszło za ciemne, to np. zwiększamy czas naświetlania, cyk, jeszcze za ciemne, to zmniejszamy wartość przysłony, cyk, dobre!  Jeśli chodzi o ustawianą przysłonę to zazwyczaj powinna się ona zawierać w przedziale od f/5.6 do f/8, ponieważ w tym przedziale zdjęcie jest ostre, a nie wymaga dłuższych czasów naświetlania.

Skomplikowane to wszystko? Na początku pewnie tak. Czy tak naprawdę warto używać zawsze trybu manualnego? Tutaj zdania są podzielone. Osobiście używam go zawsze, ale znam fotografów, którzy używają głównie trybu półautomatycznego. Z prostego powodu. Jest to po prostu wygodniejsze. Nie trzeba co chwilę zmieniać parametrów w zależności od chwilowych warunków świetlnych. Jeśli chodzi o poprawne naświetlenie zdjęcia to pewne udogodnienie mają właściciele aparatów posiadających wizjer cyfrowy. Patrząc przez niego od razu wiemy jak będzie wyglądać wykonane zdjęcie z aktualnymi parametrami ekspozycji, które zostały pomierzone lub ustawione przez fotografa.  Nie musimy więc robić zdjęć, aby korygować ekspozycję. Do tej pory uważam to za największą zaletę mojego starego Fujifilma S5800.

Decyzję na temat tego jakiego trybu używać, każdy musi podjąć sam. Jednak jeśli zdecydujemy się nad tryb półautomatyczny to doradzałbym przełączanie się czasem na manual jeśli warunki są niekorzystne (zdjęcia przed zmierzchem lub pod Słońce). To pozwoli nam uniknąć tych paskudnych poruszeń. A co jeśli nasz aparat w ogóle nie posiada trybów PASM? Cóż, doradzam wtedy po prostu kupno nowego sprzętu. Nie musi być to lustrzanka.  Tania małpka to wydatek ok. 300 zł.


The Photographer’s Ephemeris

Mój pierwszy wpis poświęcony będzie małemu, niepozornemu programowi, który jest ogromnie przydatny dla fotografa właściwie każdego rodzaju. Mamy pomysł na ciekawy kadr, ale po dojechaniu na miejsce okazuje się, że musielibyśmy robić ujęcie pod słońce? Z programem TPE już zawsze będziemy mogli dostosować porę zdjęć do światła jakie chcemy. Okno TPE składa się z Google Maps oraz kalendarza.

Umieszczając znacznik w dowolnym miejscu na świecie możemy poznać pozycję Słońca i Księżyca w trakcie ich wschodu i zachodu w dowolnym dniu.  Ale to nie wszystko! Najbardziej interesujące są możliwości jakie daje nam przycisk „Details”. Po jego kliknięciu dla danego dnia pokazuje się oś czasu. Jeżdżąc po niej suwakiem można oglądać pozycję Słońca i Księżyca w ciągu doby.

I tu dopiero zaczyna się największa przydatność dla fotografa, gdyż bardzo prosto można sprawdzić, w którym kierunku oraz na jakiej wysokości będzie padać Słońce w miejscu i czasie, który nas interesuje. Kierunek, z którego świeci Słońce oznaczony jest cienką pomarańczową kreską. Patrząc odwrotnie można określić najlepszą porę dnia na fotografowanie „ze światłem” w danym miejscu, co często przydaje się np. przy foceniu pociągów na szlaku.

W tym przypadku najlepszą porą na zdjęcia pociągów jadących w lewą stronę okna, stojąc na rampie, będzie czas tuż przed zachodem Słońca, gdyż wtedy światło będzie padać ukośnie na skład oświetlając jego przód oraz bok.

TPE ma także kilka dodatkowych funkcji jak na przykład określenie długości i przewyższenia między dwoma punktami, czy zapamiętywanie miejsc ustawiania znacznika. Program można ściągnąć za darmo z jego oficjalnej strony www.photoephemeris.com w wersji na PC i Maca, Androida oraz iOS.