Blog o fotografii komunikacyjnej

Archive for Maj, 2012

Komunikacja rybim okiem

Jednym ze sposobów utrwalania świata w inny niż standardowy sposób jest obiektyw fisheye, czyli tzw. rybie oko. Jego kąt widzenia po przekątnej wynosi 180 stopni, a spora dystorsja równa ok. 30% daje nietuzinkowe kadry, niemożliwe do uzyskania innymi sposobami. Najbardziej popularnym obiektywem z rodziny fisheye jest w pełni manualny Samyang 8 mm f/3.5. Jego cena to niecały 1000 zł. Czy świat widziany rybim okiem jest wart tej ceny? To zależy jak bardzo nam się spodoba. Dla mnie ten obiektyw należał zawsze do grona ‚must have’.  Oczywiście do jego działania niezbędna jest lustrzanka i tego niestety przeskoczyć się nie da. Ale jeśli stać nas na szkło w takiej cenie to pewnie lustrzanka jest już w naszym posiadaniu.

Choć rybie oko najlepiej nadaje się do architektury, krajobrazów i wnętrz to z powodzeniem można używać go do fotografii komunikacyjnej. Oprócz dużego pola widzenia i sporej dystorsji fisheye daje nam jeszcze możliwość uzyskania innego fajnego efektu, a mianowicie przerysowania. Jest to wrażenie, że obiekt znajdujący się na pierwszym planie (w naszym przypadku pojazd) jest większy od obiektów na dalszym planie. Bawiąc się jednak kadrem należy pamiętać, że tak duże pole widzenia to w pewnych przypadkach utrudnienie, ponieważ kompozycja jest tutaj bardzo ważna, a ciężko zapanować nad wszystkimi elementami kadru. Z pomocą przychodzi wtedy wykadrowanie niechcianych elementów na etapie obróbki.

Oczywiście rybie oko także ma swoich zwolenników i przeciwników. Ci drudzy często twierdzą, że jest to chwilowa zabawka, szybko się nudzi, a modyfikując kształty i rozmiary pojazdu, pozbawia zdjęcia charakteru dokumentacyjnego. Dla mnie jednak fotografowanie przy pomocy tego obiektywu wciąż jest frajdą, a używam go już dość długo i często. Co do drugiego zarzutu to spośród setek zwykłych zdjęć lepiej zobaczyć coś pokazanego w inny sposób, a standardową dokumentację można zostawić innym lub po prostu na chwilę zmienić obiektyw.

Reklamy

Tramwajowy Kraków

Nadszedł czas na kilka miejscówek z Grodu Kraka. Miasta z dość różnorodnym taborem, którego dużą część tworzą zachodnie używane wagony i różnego typu ich przeróbki. Do dyspozycji jest tutaj wiele plenerów. Od staromiejskich kadrów do ujęć w zielonym buszu.

1) Podróż zaczniemy tuż przy dworcu. Tutaj możliwe do wykonania jest zdjęcie z jednym z symboli Krakowa w tle – Barbakanem.

2) Staromiejski charakter można nadać zdjęciu także na Placu Wszystkich Świętych.

3) Przesuwając się na zachód można trafić na torowisko w ciągu al. 3 maja. Biegnie ono wzdłuż zadrzewionych terenów okolic Błoń i Parku Jordana i jest dobrym miejscem do zielonych ujęć, szczególnie z długą ogniskową.

4) Kierując się na północ miasta, między Dworcem Towarowym, a przystankiem Prądnicka, przejeżdża się wiaduktem tramwajowym mieszczącym się nad linią kolejową. Tramwaje zjeżdżające z tego wiaduktu także mogą ciekawym motywem do zdjęć.

5) Wracając w stronę dworca warto przejechać się jedynym w Polsce tunelem premetra. Na przystanku Politechnika znajdującym się w tunelu także znaleźć można fajne ujęcia.

6) Na granicy Podgórza i Kazimierza znajduje się Most Piłsudskiego, który swoją konstrukcją wręcz zmusza do fotek.

7) Most ten stanowi także tło do najbardziej wymagającego kadru w tym wpisie. Przyjemne ujęcie będące jakoby kwintesencją Krakowa można wykonać ze zbocza Parku Bednarskiego znajdującego się w Podgórzu. Jednak wymaga to szukania luki między gałęziami.

8) Innym mostem o interesującej konstrukcji jest Most Kotlarski. Jest jednak trudniej dostępny z uwagi na wydzielone i niedostępne z chodnika torowisko. Mimo to tramwaje wyjeżdżające z mostu można ciekawie przedstawić na tle budowli.

9) Przenieśmy się teraz do krainy zapuszczonych tras i szerokich ulic, czyli Nowej Huty. Jednym z przykładów takiej zarośniętej i klimatycznej trasy jest torowisko wzdłuż ulicy Ujastek Mogilski.

10) Na trasie w kierunku Wzgórz Krzesławickich znajdują się wiadukty tramwajowe, gdzie torowisko przybiera formę splotu. Na pewno jest to interesujący element fototramwajowej wycieczki po Krakowie.

Na koniec tradycyjnie mapa miejscówek na schemacie, który można pobrać ze strony:  www.mpk.krakow.pl/pl/mapki-komunikacyjne/.


Odszumianie

Gdy robimy zdjęcia używając wysokiej czułości ISO albo gdy podczas obróbki mocno wyostrzamy kadr lub wyciągamy detale z cieni, często naszym oczom ukazuje się szum. Jest to odpowiednik ziarna znanego z fotografii analogowej i zazwyczaj nie jest zbyt pożądany. Tak naprawdę ciężko zupełnie pozbyć się szumu w procesie obróbki. Postaram się pokazać jednak jak zmniejszyć jego inwazyjność na naszej fotce, ale nie spowodować, że kadr będzie wyglądał sztucznie i niewyraźnie.

Przykładowe zdjęcie nie wygląda strasznie w takim rozmiarze w jakim jest tu publikowane. W większej rozdzielczości przeszkadzają już jednak zaszumione powierzchnie. I nimi zajmiemy się w tym mini tutorialu.

Wrzucamy zdjęcie do programu, kopiujemy warstwę i aplikujemy filtr ‚Redukcja szumu’.

Następnie odpowiednimi suwakami regulujemy moc odszumienia. Według mnie najlepiej dążyć do tego, aby szum nie raził w oczy, ale też nie powstał totalnie rozmyty obraz. Jeśli potrzebujemy bardzo mocnego odszumienia w miejscu, gdzie nie ma detali (np. na niebie) to możemy użyć filtru ‚rozmycia gaussowskiego’. Jeśli już zaakceptowaliśmy nasze ustawienia to kolejną ważną rzeczą jest selektywne użycie filtru w kadrze. Oznacza to po prostu włączenie maski na odszumionej warstwie, wypełnienia jej kolorem czarnym co zupełnie usunie efekt, a następnie miękkim białym pędzlem malowanie po masce w tych miejscach, gdzie odszumienie rzeczywiście jest potrzebne. Dobrze jest też ustawić różne krycie pędzla dla różnych elementów kadru, co pozwoli nam kontrolować moc rozmycia w różnych miejscach. Na zrzucie ekranu widać częściowe odszumienie daszka (po prawej jego stronie).

Poniżej przedstawiam jeszcze przykład odszumienia poszycia. Szum jest dużo mniej widoczny, ale widać także fakturę powierzchni. Krawędzie zostają krawędziami, a nie rozmydlonymi paskami.


Poranna rura

Używany wśród części komunikacyjnych fotografów termin ‚poranna rura’ oznacza fotografowanie wcześnie rano tuż po wschodzie słońca. Obecnie słońce pokazuje się nad horyzontem ok. godziny 5.30 i jest to dobry czas, aby zacząć robić foty.

Oczywiście wyjście z domu o takiej porze wymaga pewnego poświęcenia, szczególnie w weekend. Większość osób musi po prostu wstać wcześniej niż zazwyczaj. Ja wolę noc spędzić towarzysko, obejrzeć wschód i od razu udać się na fotograficzne łowy. Większe lub mniejsze poświęcenie przy porannych fotach musi nam jednak zostać jakoś wynagrodzone.

Oto subiektywne zalety porannej rury :

  • Słońce świeci z innej strony niż przy standardowych południowych, czy popołudniowych zdjęciach. Pozwala to tworzyć unikalne kadry ze słońcem.
  • Tuż po świcie zaczyna się tzw. ‚złota godzina’, czyli światło jest ostre i ciepłe, tak samo jak przed zachodem słońca.
  • Klimat pustych ulic, szczególnie w weekend, wolnych od samochodów i pieszych.
  • Dla mnie osobiście dodatkową przyjemnością płynącą z ‚porannej rury’ jest możliwość obserwacji jak nowy dzień budzi się do życia.

Planując miejscówki na ‚poranną rurę’ warto znać pozycję słońca tuż po wschodzie. Pomocny jest przy tym program TPE opisany w innym poście.